SpaceX wystrzeliło w piątek największy statek kosmiczny, jaki kiedykolwiek zbudowano. Tym razem wykorzystano ulepszoną wersję rakiety, a NASA uważnie obserwowała ten proces, planując w przyszłości przeniesienie systemu na Księżyc. Rakieta wystartowała z platformy startowej u wybrzeży Teksasu, niosąc dwadzieścia makiet satelitów Starlink.
Mniej więcej w połowie drogi do celu rakieta zrzuciła makiety ładunku. Cały lot trwał około godziny, a trajektoria rakiety obejmowała połowę globu. Pomimo problemów z silnikami, które pojawiły się w czasie lotu, nie przeszkodziło to samolotowi w utrzymaniu pożądanej dynamiki.
Ostatnim punktem trasy był Ocean Indyjski. Momentowi uderzenia w wodę towarzyszyła eksplozja: gdy rakieta dotknęła powierzchni, wznosiły się wysokie ściany płomieni. Czy komuś udało się oprzeć spektaklowi?
SpaceX pozostało niewzruszone. Firma podała, że takiego pożaru można było się spodziewać.
To był udany test, a nie katastrofalny wypadek.
Rakieta wystartowała, po czym spadła i spłonęła. Najwyraźniej dane uzyskane podczas testu są ważniejsze niż dym powstający podczas lądowania w wodzie. Jednak Księżyc nadal wydaje się bardzo odległym celem w porównaniu do strefy wpływu na Pacyfiku.
























