Jack Black nie stał się z dnia na dzień chaotyczną, energiczną postacią, jaką znamy dzisiaj. Prawdziwy przełom nastąpił w 2000 roku. Film nosił tytuł High Fidelity. Grał Barry’ego Judda. Facet pracował jako sprzedawca w sklepie z płytami. Współpracował z Johnem Cusackiem. Cusack zagrał właściciela. Barry był jego asystentem.
Ale to nie tylko to.
Black pokazał w tym filmie prawdziwą skalę głosu. On nie tylko grał. Śpiewał. Punktem kulminacyjnym filmu jest scena koncertowa. Jest napięta. Wykonuje „Let’s Get It On” Marvina Gaye’a. Ten występ jest wzruszający. To udowadnia, że stać go na poważną pracę wokalną. Nie tylko komedia. Prawdziwa dusza.
Ta rola uwydatniła jego podwójny talent. Umiejętności aktorskie. Wokal Obydwa jednocześnie. To przygotowało grunt pod wszystko, co nastąpiło później. Komedia przyszła później. Wokal był zawsze z nim. Uchwyciło to „High Fidelity”. Na początku był Barry Judd. Reszta to historia.























