Jak powstała marionetka Królowej Obcych w filmie Obcy (1986): rozmowa z Shane’em Mahanem i Lindsay McGowan

7

Trudno w to uwierzyć. Minęło czterdzieści lat, odkąd James Cameron wypuścił swoją wojenną kontynuację klasycznego horroru science-fiction Ridleya Scotta z 1979 roku. Wielu krytyków nadal nazywa „Obcych” najwspanialszym filmem w historii kina akcji science-fiction. Może po prostu jesteśmy stronniczy. A może mają rację. Najważniejsze, że ten film zmienił wszystko.

Film potrzebował potwora lepszego od oryginalnego ksenomorfa. Scenariusz Camerona nie tylko prosił o bestię. Zażądał macicy.

„Ogromna sylwetka we mgle… błyszczący czarny chrząszcz buddy… sześć kończyn: cztery ręce i dwie potężne nogi.”

Aby urzeczywistnić tę konkretną, przerażającą wizję, Cameron zwrócił się do Stan Winston Studios. Ci sami czarodzieje właśnie zakończyli pracę nad Terminatorem. Później stworzyli T-1000 w „Terminatorze 2”, ptaki drapieżne w „Jurassic Park i kosmitów w „Predatorze”. Ale Obcy byli wyjątkowi. Potrzebowali skali.

Tak pojawiła się Królowa Obcych. Hydrauliczny dolloid o wysokości 14 stóp (ponad 4 metry) wykonany z włókna szklanego, gumy piankowej i czystej wytrzymałości.

Test worka na śmieci i praca w Pinewood

Shane Mahan i Lindsay McGowan byli młodzi. Bardzo młody. Mahan pracuje w studiu Stana Winstona od premiery pierwszego Terminatora w 1983 roku. Zobaczył szkice Camerona dotyczące pancerza wspomaganego i od razu wiedział, co szykuje reżyser.

„To był najwyraźniej obcy z tamtego świata” – mówi Mahan. „Nie miałem pojęcia, że ​​siedem lat później będziemy kręcić kontynuację w Anglii”.

Prace projektowe odbywały się w południowej Kalifornii. Ale dowód koncepcji? Weszła na parking. Zapakowali migoczący model w skali 1:4 w czarne worki na śmieci. „Test worka na śmieci” nie był skomplikowany. To było funkcjonalne. Udowodnił, że marionetka może poruszać się tak, jak wyobrażał sobie Cameron.

Potem przyszedł ruch. Windsor, Anglia. Studia Filmowe Pinewood.

Dla McGowana było to jak koncert rockowy. Amerykanie przybyli hałaśliwi i energiczni. Tej atmosferze uległa brytyjska ekipa filmowa, zwykle bardziej powściągliwa.

„Było nieznośnie zimno” – wspomina McGowan. — W magazynie nie było izolacji. Ogromne opalarki na propan. Ciągle się rozłączali. Wciąż się rozgrzewałeś, a potem klik – płomień zgasł.

Dosłownie zmarzli. Ale stworzyli magię.

Dlaczego praktyczne efekty specjalne w Aliens są nadal ważne

Przed przekroczeniem Atlantyku Mahan i jego załoga musieli się przygotować. Na podstawie układu wykonali formy i części odlewane. Wszystko zostało zrobione na oko i według pomiarów. Żadnych maszyn komputerowych frezujących idealne sekcje. Było tylko skoncentrowane artystyczne spojrzenie i dużo potu.

Lista prac była ogromna:

  • 13 lub 14 kostiumów małp. Do scen, w których królowa musi uciekać.
  • 8 lalek ma 2,4 metra wysokości. Kruche. Długie. Zaprojektowany do uderzania, wysadzania w powietrze i strzelania.
  • 1 półlokalny animatronik. Główna gwiazda obrazu.

To była era przed CGI. Bez usuwania pręta. Żadnego usuwania aktorów. Nie można było tak po prostu wymazać lalkarzy na etapie postprodukcji. Trzeba je było ukryć. Należało stworzyć iluzję, że 4-metrowy potwór porusza się sam.

W scenie statku desantowego panuje chaos. Dziewięć osób siedzi jej na ogonie. dwa są wewnątrz ciała. Lalkarze na ziemi sterują nogami. Udało się to dzięki wyczuciu Camerona do kadrowania. Sfilmował akcję w taki sposób, że sterowanie było ukryte.

Współcześni reżyserzy często nie wiedzą, jak to zrobić. Opierają się na mentalności „napraw to w edycji”. Cameron oparł się na praktycznej rzeczywistości. To była magia.

Filozofia projektowania: coś więcej niż tylko potwór

Zasada Stana Winstona była prosta.

“To nie są efekty specjalne. To są postacie. To aktorzy występujący w filmie.

Niezależnie od tego, czy jest to robot z przyszłości, czy dinozaur, musi mieć osobowość. Mahan zauważa, że ​​nawet oryginalny ksenomorf miał charakter. Apatia. Nie obchodzi go, czy żyjesz, czy nie. On po prostu zabija.

Królową wymyślił James Cameron. Cały jej wygląd pochodził z jego wizji. Zespół Winstona skupił się na wykonaniu. Chcieli uhonorować oryginalną biomechaniczną estetykę HR. Gigera, dając Cameronowi przytłaczające łono, którego potrzebował.

McGowan poważnie podszedł do ostatnich poprawek. Królowa miała wyglądać jak zawzięty, znoszący jaja szef. Miała rozerwać androidy na pół. To wymagało precyzji.

Dokąd poszła lalka Queen?

Oryginalna lalka wykorzystana w filmie w większości zniknęła. Popadła w ruinę.

„Jim [Cameron] ma taki w swoim muzeum” – mówi Mahan. „Kolekcjoner Bob Burns miał głowę”.

Odpoczynek? Przez lata przechowywano go w kontenerach w Pinewood. Zgniły. Zawsze chcieli, żeby wrócił. To nigdy się nie sprawdziło.

Ale materiały się poprawiły. Głowicę wykonano z włókna szklanego i gumy piankowej. Nie jest to najbardziej zaawansowana technologia. Oryginalnym pomysłem była przezroczysta skóra. Zastosowano przezroczystą piankę uretanową i barwioną skórą. Z biegiem czasu upadł.

Nowoczesne materiały są lepsze. Podobnie jak te użyte w Obcy: Romulus. Półprzezroczyste silikony. Lekkie części drukowane w 3D. Rzeczy, które wydają się obce.

Dziedzictwo królowej

Dla Mahana i McGowana powrót do pracy nad Obcym: Romulus był zanurzeniem się w przeszłość. Nie pracowali nad filmem o Obcym ​​od 1986 roku. Ale wspomnienia wróciły.

„To jeden z tych filmów, o których pamiętam każdego dnia” – mówi McGowan.

Nie zapomnisz budowy 4-metrowego koszmaru hydraulicznego w mroźnym angielskim magazynie. Nie zapomnisz testu worka na śmieci. Nie zapomnisz oczu Camerona.

Królowa odeszła. Najprawdopodobniej gnije gdzieś w pojemniku. Ale jej wpływ? To wciąż tu jest. Kapiąca ślina. Syczy.

Może jest w muzeum. Może w kolekcji Boba Burnsa. A może po prostu czeka na nas we mgle.