Jimmie Rodgers nie tylko śpiewał muzykę country. Stworzył scenę, na której to odbywało się.
Urodzony w 1897 roku w pobliżu Meridian w stanie Mississippi jako syn nadzorcy kolei, którego żona wcześnie zmarła, Rogers spędził dzieciństwo w kolejnych miastach na południu. Nie pozostał w szkole. W wieku 13 lat uciekł z objazdowym pokazem medycyny. W wieku 14 lat całkowicie porzucił szkołę. Zamiast tego dołączył do załogi kolejowej swojego ojca. Nie była to praca chwalebna. Zaczynał jako tragarz wodny, przenosząc wodę do lokomotyw parowych. Następnie został mistrzem bagażu. Sygnalizator. Maszynista pociągu.
Ale szyny dały mu coś jeszcze. Doświadczenie.
Pracując na linii między Nowym Orleanem a Meridianem, Rogers słuchał. Wchłonął pieśni robocze afroamerykańskich pracowników. Wchłonął wczesny blues. Chłonął opowieści o hobbo i kowbojskie ballady. Nauczył się grać na gitarze i banjo, łącząc te odmienne wątki w brzmienie, które wydawało się zupełnie nowe. To było osobiste. Był niegrzeczny. Stało się podstawą tego, co obecnie nazywamy country and western.
Potem zaatakowała gruźlica.
Około 1924 lub 1925 roku jego płuca zaczęły zawodzić. Praca na kolei stała się niemożliwa. Potrzebował suchego klimatu. Potrzebował pieniędzy. Spróbował więc występować. Na rogach ulic. Na pokazach namiotowych. Nie szło dobrze. Niezbyt dobrze. Przeniósł się do Asheville w Karolinie Północnej, gdzie ratunek znalazł w lokalnym radiu. Akompaniował zespołowi smyczkowemu znanemu wcześniej jako Tenneva Ramblers. Zmienili nazwę na Jimmie Rodgers Entertainers. Grali w kurortach. Udali się do Bristolu w stanie Tennessee w nadziei, że zwrócą na siebie uwagę inżynierów dźwięku z Victor Talking Machine Company.
Grupa rozpadła się w wyniku kłótni. Ramblersi poszli solo.
Ale Ralph Peer z Victora dostrzegł w Rogersie coś wyjątkowego. Nagrali go jako artystę solowego. Tylko on i jego gitara.
Pierwszy rekord? „Śpij, kochanie, śpij”. To było na sprzedaż. Udowodniła, że ma głos, który potrafi donośnie zabrzmieć. Ta pojedyncza kompozycja otworzyła drzwi. Zapisał się ponownie. Tym razem w New Jersey. Poza tym. I znowu. W latach 1928-1933 nagrał ponad 110 płyt.
Rozpoczął się Wielki Kryzys. Gospodarka się załamywała. Ludzie potrzebowali schronienia. Potrzebowali nadziei. Znaleźli to w głosie Rogersa.
Podróżował po Południu. Występował na scenie widowiska rozrywkowego. W końcu osiadł w Teksasie, opierając się na estetyce kowbojskiej, która uspokajała jego płuca i promowała swój wizerunek. Przewidywał archetyp „śpiewającego kowboja”, na którym Gene Austin później zarobił na masową skalę. Ale większość pracy w studiu wykonał Rogers.
Jego styl wokalny przełamał schemat. Przed Rogersem muzyka Hillybee była głównie instrumentalna lub wykonywana w nudnym, monotonnym nastroju. Rogers dodał osobowości. Humor. Zwiększona emocjonalność. Brzmiał inaczej. Było inaczej.
Biograf Nolan Porterfield zauważył, że Rogers zmienił gatunek, odmawiając brzmienia jak wszyscy inni.
A potem było jodłowanie.
Słynna bluesowa jodłowanie. Stało się to jego wizytówką. Wystąpił w Błękitnym Jodlu nr 1”. Stało się to podstawą kilkunastu innych nagrań. Skąd się wziął? Naukowcy spierają się. Niektórzy mówią o tyrolskich minstrelach. Inni obwiniają telefony robotników. Być może próbował imitować gwizdek pociągu. Sekret nie miał znaczenia. Dźwięk miał znaczenie. Przebił się przez zakłócenia. Połączył się.
Piosenki komponował wspólnie, często z synową Elsie McVills. Hity obejmowały wszystkie skrajności emocjonalne. „Tęsknię za Mississippi i Tobą”. „Tatuś i dom”, „Moja słoneczna dziewczyna z Karoliny”, „Czekam na pociąg”. „Brakeman’s Blues” Nawet covery takie jak „Frankie and Johnny” i „Mississippi River Blues” zostały przefiltrowane przez jego wyjątkowy obiektyw. „My Time Ain’t Long” uchwycił ulotność istnienia w sposób, który wciąż rezonuje dzisiaj.
Jego wpływ widać u niemal każdego wielkiego artysty country, który przyszedł po nim. Jeana Austina. Ernesta Tubba. Merle’a Haggarda. Hanka Snowa. Lewy Fritzell. Wszyscy byli wdzięczni temu mężczyźnie, który śpiewał, leżąc na swoim łóżku w studiu, zbyt chory, by stać, i zbyt zmotywowany, by przestać.
Rogers nagrywał, dopóki jego zdrowie całkowicie się nie pogorszyło. Zmarł w Nowym Jorku w 1933 roku w wieku zaledwie 35 lat.
Został pierwszym członkiem Country Music Hall of Fame. Nie dlatego, że był najgłośniejszy. Nie dlatego, że był najbardziej bystry technicznie. Ale ponieważ rozumiał, jak sprawić, by gatunek sprawiał wrażenie prawdziwej osoby. Wziął hałas kolei i przekształcił go w muzykę.
Pociągi jadą dalej. Piosenki grają dalej. Ale rysunek, który narysował, nadal istnieje, wymazany w rowkach każdej kolejnej płyty.






















