Nadszedł czas na kontrole. Nie te grzeczne, ale takie, przy których pocą się dłonie.
Prywatny statek kosmiczny o nazwie Link ma wystartować pod koniec przyszłego miesiąca. Jego misja? Zbawienie. Obserwatorium Neila Gerrelsa Swifta, należące do NASA, zostało wystrzelone w 2004 roku. Śledzi rozbłyski promieniowania gamma na niskiej orbicie okołoziemskiej. Urządzenie jest stare, ale działa. Opór atmosfery jest jednak bezlitosny. Z każdym dniem ściąga Swifta coraz szybciej. Teleskop nie posiada silników. Nie ma sposobu, aby się oprzeć. Po prostu spada. Powoli. A potem wszystko staje się szybsze.
„Link” musi go uratować. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, ten prywatny statek wyniesie Swifta na orbitę i uniesie go wyżej. Brzmi prosto. Tak naprawdę wszystko jest inne. To odważny krok. Naprawdę niespotykane. Link został zbudowany przez Katalyst Space Technologies w Arizonie. Ich celem jest osiągnięcie pierwszego w historii sukcesu: zostanie pierwszym prywatnym statkiem kosmicznym, który przechwyci robota-satelitę należącego do rządu USA.
Złożoność? Nikt nie wie dokładnie, gdzie jest Swift.
Nie na serio.
Atmosfera ziemska ulega zmianom. Rozszerza się, gdy Słońce jest „rozgniewane”. Kurczy się w okresach spokoju. Aktywność słoneczna przebiega w cyklu jedenastoletnim. Cykl ten osiągnął szczyt w 2024 r. Intensywna pogoda kosmiczna. Zespół Swifta to zauważył. Modele z początku 2025 r. były ponure. Przewidywali, że Swift spłonie w atmosferze do lata 2026 roku.
Prognoza ta wywołała reakcję paniki. A może szybki plan działania. NASA przekazała Katalyst 30 milionów dolarów.
„Prognozy ewoluują” – powiedział Michael Shoemaker. Jest zastępcą kierownika działu dynamiki lotu w Centrum Lotów Kosmicznych. Goddarda NASA. Zauważa, że prognozy różnią się w zależności od słonecznej pogody, wysokości Swifta i jego orientacji. Wszystko to.
Showmaker i jego zespół nie robią tego tylko dla jednego starego teleskopu. Śledzą dziesiątki obiektów. Aktywne satelity. Nieczynny. Łączą dane z Sił Kosmicznych, badania aktywności słonecznej przeprowadzone przez NOAA i szczegółowe informacje od zespołów satelitarnych.
Teraz generują tygodniowe prognozy. Tylko dla Swifta. Zespół misji wykorzystuje te informacje do kontrolowania statku kosmicznego. Aby zminimalizować opór. W razie potrzeby zaprzestania obserwacji naukowych.
Czy to był sukces? Tak.
To innowacyjne podejście spowolniło rozpad orbity.
Najprawdopodobniej Swift pozostanie powyżej 300 km. Jest to „wysokość krytyczna”. Jeśli „Link” zdąży na czas, będzie mógł chwycić teleskop i go podnieść. W tej chwili to okno jest otwarte aż do wczesnej jesieni.
Ale modelowanie nie jest jeszcze ukończone. Russell Carpenter, zastępca kierownika projektu, spogląda w przyszłość. Link zostanie wystrzelony rakietą Northrop Grumman Pegasus. Muszą dokładnie wiedzieć, gdzie wtedy będzie Swift.
Społeczność zajmująca się dynamiką lotu bacznie się temu przygląda. Napięty. Ludzie się łączą. Pomaga wyjaśnić liczby.
Czy naprawdę możemy uratować obiekty na orbicie, zanim spadną?
