Minęło 75 lat.
Od 1949 roku w Afryce opisano dokładnie cztery nowe gatunki małp. Teraz jest pięć.
W gęstych, niedostępnych tropikach Demokratycznej Republiki Konga żyje mały naczelny o czarnym futrze. Jego twarz jest uderzająca: solidna czarna maska, z wyjątkiem pomarańczowo-kremowej plamy wokół ust i nosa. W pobliżu ogona widoczna jest biała plama.
Naukowcy nazwali go Colobus congoensis.
Zadaniem opisu gatunku kierował Junior Amboko, absolwent Florida Atlantic University. Dla niego była to kwestia osobistej dumy. Odkrywając nowy gatunek, chciał podkreślić wyjątkową różnorodność biologiczną swojej ojczyzny, z której znaczna część pozostaje nieznana i nieopisana. Poczuł się zaszczycony możliwością uhonorowania samego Basenu Konga.
„To odkrycie pokazuje… jak wiele pozostaje nieodkryte” – stwierdziła Amboko.
Okazało się, że o ich istnieniu wiedzieliśmy wcześniej, niż nam się wydawało. W 2008 roku badacze sfotografowali te zwierzęta w dorzeczu rzeki Lomami. Ale potem całkowicie je zignorowali, nie doceniając wagi znaleziska.
Potem przyszedł rok 2018.
Strażnik rezerwy zrobił zdjęcie. Zauważył niezwykłe i wyraźne oznaczenia. To zapoczątkowało prawdziwe śledztwo. Strażnicy kontynuowali prace, odnotowując obserwacje małp we wschodniej części dorzecza Lomami i przyległym obszarze górnej rzeki Kongo. Zespołowi Amboko udało się dopasować te niedawne obserwacje do zdjęcia „ducha” sprzed dziesięciu lat.
Oto dziwna rzecz: małpy żyją w pobliżu wiosek. Społeczności lokalne? Przeważnie o nich nie wiedzą. Tylko 8 z 52 ankietowanych wiosek potrafiło opisać tę małpę. To wyraźny kontrast. Mieszkańcy tych stron znają wszystkie małpy żyjące w baldachimach, ale Congoensis umknął ich kulturowej uwadze, pozostając prawie niewidoczny pomimo swojego uderzającego wyglądu.
Dr Keith Detwiler nazywa to odkrycie przełomem. Konsekwencje ewolucyjne są ogromne.
Według danych genetycznych Congoensis jest najbliższy siarze czarnej (Colobus satanas ). To jest dziwne. Czarne colobusy żyją w środkowo-zachodniej Afryce, oddalonej o ponad 1200 kilometrów. Mają podobne mitochondrialne DNA, co wskazuje, że gatunek rozdzielił się około 4–5 milionów lat temu. To jest historia starożytna.
„To najgłębsza różnica między spokrewnionymi gatunkami” – zauważa Detwiler – „u dowolnego gatunku z rodzaju Colobus ”.
Nawet ich wokalizacje mają wspólną strukturę z odległymi krewnymi, chociaż barwa i wzorce dźwięku są różne.
Aby udowodnić obecność nowego gatunku, potrzebne są dowody. Obszerne dowody. Christopher Gilbert z City University of New York (CUNY) wykorzystał okazy muzealne. Skóry i czaszki z Muzeum Paleontologii Uniwersytetu Yale (Peabody), Amerykańskiego Muzeum Historii Naturalnej oraz ogromne zbiory danych porównawczych. Dowody były niezaprzeczalne, a potwierdzenie nadeszło szybko dzięki solidnej podstawie faktów fizycznych.
Julia Arenson z Uniwersytetu Yale porównała anatomię zwierząt.
„Wyjątkowy” – powiedziała. „Posiada cechy… charakterystyczne tylko dla innych gatunków.”
Siedlisko jest malutkie. Badania terenowe przeprowadzone w latach 2018-2022 zanotowały łącznie 114 obserwacji. Całe proponowane terytorium? Około 1700 kilometrów kwadratowych.
Inne gatunki colobus zamieszkują obszary przekraczające 60 000 kilometrów kwadratowych. Populacja ta żyje w małych grupach, liczących średnio sześć osobników. Często mieszają się w koronach drzew z innymi gatunkami, łącząc się z nimi i przemieszczając się razem.
Naukowcy proponują nadanie gatunkowi statusu „zagrożonego”. Obszar siedlisk jest zbyt mały, a populacja zbyt bezbronna.
Doktor John Hart z Fundacji Badań nad Dziką Przyrodą Lukuru przypomina nam: Basen Kongo pozostaje granicą. Ssaki ukrywają się tam, nawet w regionach zbadanych naukowo, i czekają, aż spojrzymy. Przyjrzyjmy się bliżej.
Artykuł ukazał się w czasopiśmie PLOS ONE. Hart i jego współpracownicy nazwali dzieło Likweli. To imię wciąż dźwięczy w powietrzu.
