Dlaczego według plotek ludzie uciekli z pierwszego pokazu filmowego

14

Historia, którą znają wszyscy, jest prosta. Ona jest przerażająca. Na ekranie pojawia się pociąg. Publiczność wpada w panikę. Krzyczą i uciekają z sali, jakby lokomotywa naprawdę miała ich zmiażdżyć.

Historia ta sięga 25 stycznia 1896 roku. Bracia Lumière pokazali L’Arrivée d’un Train en Gare de La Ciotat w Salonie Indyjskim Grand Café w Paryżu. To był 50-sekundowy klip. Głupi. Nieedytowane. Jedna ciągła klatka nakręcona w kinematografii *.

Czy był to pierwszy film w historii? Nie. Bracia Lumière zaledwie miesiąc wcześniej pokazali dziesięć podobnych filmów krótkometrażowych. Był to jednak jeden z pierwszych publicznych pokazów ruchomych obrazów przed szeroką publicznością.

Czy tłum naprawdę wpadł w panikę?

Najprawdopodobniej nie.

Historycy filmu Martin Loiperdinger i Tom Gunning zbadali materiały archiwalne. Nie znaleźli żadnych dowodów od naocznych świadków, że ludzie w przerażeniu wybiegli z budynku. To była niespodzianka, tak. Najprawdopodobniej rozległy się zaskoczone szlochy. Ale nie było masowego exodusu.

Ray Zohn zaproponował inny punkt widzenia. Nie wierzył też w narrację o totalnym chaosie. Zwrócił jednak uwagę na chronologię. Zaledwie kilka miesięcy przed występem na stacji w Paryżu wykoleiła się i rozbiła lokomotywa. Nie wykluczono strachu, choć wersja, że ​​ludzie „ratowali życie”, jest przesadzona.

Dlaczego legenda wciąż istnieje?

Bo to dobra historia.

Wyobraża sobie kino jako magiczne, niemal prymitywne doświadczenie, które stopniowo nas oswaja. Pozwala zachichotać na myśl o wizji wyrafinowanych miejskich paryżan, cofających się w stan niemal prymitywnego strachu. Podkreśla, jak szybko technologia staje się dla nas niewidzialna. To, co szokowało w 1896 roku, to dzisiejsze tło.

Legenda służy celowi. Wyznacza dystans pomiędzy „nowym i przerażającym” a „drugą naturą”.

Wiemy, że bracia Lumière kręcili sceny z życia codziennego. Pociągi, robotnicy, życie uliczne. L’Arrivée d’un Train przedstawia nadjeżdżający pociąg, przejeżdżający blisko lewej strony kamery i zatrzymujący się, aby wysiąść pasażerów. To zwyczajne. O to właśnie chodzi.

Czy publiczność biegała? Dowody mówią, że nie. Ale uczucie zachwytu? To jest prawdziwe. Zszokowany widokiem ruchomego obrazu rzucającego światło na ścianę? Prawdziwy. Konkretny szczegół, przed którym uciekli? Prawie na pewno zmyślone.

Nie potrzebujemy paniki, aby docenić tę chwilę. Magia tkwiła w projekcji, a nie w ucieczce.