Resztki jedzenia często lądują na poboczu drogi. W ten sposób większość z nas pozbywa się w połowie zjedzonego obiadu.
Steph Robinson i Jordan postrzegają to jako coś innego. Widzą paliwo. A dokładniej wysokiej jakości kompost torfowy, gotowy do wykorzystania przez lokalne gleby.
Czy wyrzucając resztki jedzenia do śmieci, naprawdę wyrzucasz śmieci na wysypisko śmieci? A może zwracasz cenne zasoby na ziemię tuż za swoimi drzwiami? Dla założycieli projektu Criw Compostio ta kwestia nie znajduje się nawet na porządku dziennym. Opcja druga jest jedyną logiczną.
Kompostowanie społeczności w zamkniętej pętli
Criw Compostio to coś więcej niż tylko zbiórka śmieci. Jest to dobrze funkcjonujący cykl gospodarczy. Zbierają odpady organiczne z kawiarni i małych firm. Firma płaci określoną opłatę. W zamian zespół Criw zamienia te odpady w żyzną glebę.
Ten kompost nie jest sprzedawany anonimowym sprzedawcom detalicznym. Nie kończy się na Amazonie ani eBayu.
Trafia do lokalnych rolników. Producenci ci uprawiają żywność, która następnie pojawia się na stołach w tych samych kawiarniach. Klienci jedzą jedzenie. Reszta wraca do Criw. Cykl zaczyna się od nowa.
- „Przemieniamy je (odpady) w coś, co tworzy miejsca pracy. Tworzymy pożywną glebę. Wszystko tu zostaje” – mówi Steph.
Ekologiczny startup zrodzony na uniwersytecie
Skąd to wszystko się wzięło?
Machynlleth, małe miasteczko targowe w Powys w Walii, może nie wyglądać na siedzibę rewolucji ekologicznej. Ale niedaleko miasta znajduje się Centrum Technologii Alternatywnych (CAT). Założone ponad 50 lat temu, stało się ośrodkiem badań nad autonomicznym życiem i ochroną środowiska.
Steph (49 l.) pochodziła z Anglii. Jej doświadczenie obejmuje analizę systemów i zarządzanie projektami. Prowadzi krótkie kursy języka CAT. Iffin (43 l.) z Portugalii jest biologiem pracującym w tej samej instytucji. Poznali się tutaj. Ich współpraca okazała się sukcesem.
„Criw Compostio wyrosło z projektu, który rozpocząłem w 2019 roku” mówi Steph. Zaczęli od dotacji od Shared Prosperity. To początkowe finansowanie zadziałało na tyle dobrze, że projekt mógł się rozwijać.
Obecnie skupiają się na badaniach i założyli nawet szkołę kompostowania. Cel? Naucz inne społeczności powielania tego modelu.
Hiperkompostery i systemy odporne na szczury
Sekretnym składnikiem nie jest magia. To technologia i czas.
Criw zbiera odpady dwa razy w tygodniu. Należą do nich skrawki z kawiarni, wióry drzewne od stolarzy i ściółka od zwierząt domowych, takich jak króliki i świnki morskie. Nie zabierają ich daleko. Zakład przetwórczy znajduje się bezpośrednio w Mahynlleth.
Wewnątrz znajdują się, jak Steph nazywa gorące, odporne na szczury hiperkompostery. Urządzenia te podgrzewają mieszaninę, zamieniając odpady w materiał nieatrakcyjny dla szkodników. I robią to szybko.
Chociaż pełne dojrzewanie materiału zajmuje jeszcze około roku. A kiedy będzie gotowe? Dostaje nagrody. Jakość potwierdzona.
„Nasze ramy oznaczają, że wszystko musi pozostać lokalne” podkreśla Steph.
Poza biznesem: wspieranie lokalnego bezpieczeństwa żywnościowego
Większość gospodarstw domowych w Powys nie korzysta bezpośrednio z usług Criw. Zbiórka odpadów spożywczych z gospodarstw domowych jest w Walii obowiązkowa i zarządzana jest przez władze lokalne. Criw koncentruje się na odpadach komercyjnych. Ale nie ignorują też osób prywatnych.
Prowadzą warsztaty dla tych, którzy chcą kompostować odpady ze swoich ogrodów. Konsultacje z właścicielami ogrodów. Wspierają „rosnącą własną rewolucję żywieniową”.
Zainteresowanie tą sprawą gwałtownie wzrosło. Kryzys kosztów życia zmusił ludzi do uprawy własnych warzyw. Działki w spółkach ogrodniczych cieszą się dużym zainteresowaniem.
„To ciekawe, jak wysoka produktywność może być nawet w małym ogrodzie” zauważa Iffin.
Ich największymi klientami nie są gospodarstwa domowe, ale osoby sprzedające produkty na targowiskach Mahynlletha. Lokalne sklepy z naturalną żywnością. Dostawcy bezpośrednio do restauracji. Producenci ci polegają na glebie, która nie wymagała kopania torfowisk ani transportu składników odżywczych przez ocean.
Prawdziwa wartość „śmieci”
Zespół dokładnie wie, z czym ma do czynienia. Sześciu członków zarządu. Jeden oddany „opiekun kompostu”. Personel składający się z 15 wolontariuszy, którzy zmieniają się. Ci wolontariusze otrzymują wynagrodzenie w postaci kompostu, ucząc się zawodu, jednocześnie zarabiając na „paliwo” na sezon.
Konsultują się także z radą doradczą złożoną z naukowców w dziedzinie ekologii gleby. To połączenie wiedzy praktycznej i rygoru naukowego.
Jednak to podstawowe przekonanie ma wydźwięk filozoficzny.
Odrzucają termin „marnowanie żywności”. Ich zdaniem to wcale nie są śmieci. Jest to zasób pobierany od społeczności. I to jest złe.
„Wiemy, jak cenne są. Zamienimy je z powrotem w pożywną żywność.”
Więc następnym razem, gdy wyrzucisz resztki jedzenia, przestań. Przyjrzyj się koszowi na śmieci. To nie koniec. To początek czegoś zupełnie innego. A może to już koniec. Decyzja należy do Ciebie.

























