Niebo nie wystarczyło sowieckim specjalistom. Samo obracanie się w kapsułkach czy znoszenie przeciążeń już nie wystarczało. W połowie 1962 roku wyścig przybrał nowy obrót: chodziło o to, co się stanie, gdy zaniknie płeć.
27 lipca 1962 roku era załogowych lotów kosmicznych ledwo przekroczyła rok. Techniki były bardziej domysłami niż nauką. Podręczniki fizyki nie uwzględniały chaosu organizmu ludzkiego w warunkach mikrograwitacji. Nie tylko unosiłeś się w powietrzu. Dręczyły Cię nudności. Dryfowałeś w niekontrolowany sposób w kierunku ścian. Miałeś trudności z jedzeniem, spaniem i funkcjonowaniem jako osoba.
Dlatego dwóch kosmonautów – Andrijan Nikołajew i Paweł Popowicz – wzbiło się w powietrze. Nie na rakiecie. Na razie. W samolocie odrzutowym.
Był to pierwszy lot w historii Związku Radzieckiego, podczas którego szkolono astronautów w stanie nieważkości. A miało to miejsce na zmodyfikowanym samolocie pasażerskim Tu-104.
Samolot lecący po łukach parabolicznych
Tu-104 został zaprojektowany dla 50 pasażerów. Był to elegancki, ale przerażający statek z początków ery odrzutowców. Był głośny i szybki. Ale na potrzeby tej misji stało się laboratorium.
Wewnątrz kabiny wszystkie siedzenia zostały wyrwane. Po co? Plan był prosty. Pilot przyciąga jarzmo do siebie, samolot nurkuje w dół, po czym ponownie przyciąga do siebie. Parabole.
Każdy taki manewr zapewniał od 6 do 25 sekund stanu nieważkości. Nie więcej, nie mniej.
Sześć sekund wydaje się wiecznością, kiedy kręcisz się poza kontrolą, ze śniadaniem unoszącym się przed twoją twarzą, a twoje ciało nie wie, która droga jest na górze.
Nikołajew i Popowicz nie zachwycali się widokami. Przygotowywali się. Dlaczego dokładnie?
Dlaczego ten lot był ważny
Lipiec 1962. Era kosmiczna jest jeszcze dzieckiem.
NASA również rozumie problem. Ale Sowieci byli przed nami. A przynajmniej próbowali intensywniej symulować nieznane.
Wpływ nieważkości nie jest już teoretyczną abstrakcją. To była katastrofa fizjologiczna. Jak układ przedsionkowy radzi sobie z ciągłą rotacją? Jak zanika napięcie mięśniowe? Trening musiał być prawdziwy. Nie było sensu siedzieć na krześle.
Nikołajew przygotowywał się do Wostok-3. Popovich – do Wostok-4.
Był to pierwszy w historii podwójny lot kosmiczny. Dwie pojedyncze kapsułki. Dwie osoby. W kosmosie. Jednocześnie.
Wyobraź sobie presję.
Wostok-3 latał prawie cztery dni. Wostok-4 – trzy. To były maratony. Program NASA Gemini nie byłby w stanie odtworzyć tych czasów aż do 1965 roku.
Podczas orbit orbitalnych oba statki zbliżyły się do siebie na odległość zaledwie 6,5 km. Czy możesz to sobie wyobrazić? Drobne kropki na czarnym tle. Dwie osoby samotnie w metalowych bańkach, oddzielone zaledwie czterema milami próżni.
Dziedzictwo paraboli
Lot z 1962 roku udowodnił jedno: można symulować pustkę. Można kupić bilet.
Jest to prawdą również dzisiaj.
Teraz NASA i Roskosmos używają zmodyfikowanych samolotów. Zero Gravity Corporation wykonuje te same trajektorie paraboliczne. Naukowcy przeprowadzają wewnątrz eksperymenty. Wolontariusze płacą pieniądze, aby doświadczyć upadku.
Ale pomyśl o tym, co zrobili Nikołajew i Popowicz. Żadnych kamer. Żadnych komercyjnych poszukiwaczy wrażeń. Tylko dwóch ludzi na pustym statku testuje granice ludzkiej wytrzymałości przed opuszczeniem atmosfery.
Nie tylko latali. Przeżyli bez grawitacji.
A kiedy w końcu wystartowali na orbitę? Nieważkość nie była dla nich zaskoczeniem. To była po prostu kolejna część pracy.
Niebo pozostaje granicą. Ale trening nigdy się nie kończy.

























